Stan zawieszenia
Sobota, godzina 6:30. Mózg już co najmniej od pół godziny jawnie szumi niesłyszalnie w swej kostnej puszce. Impulsy biegają bezładnie to tu, to tam. W jakiś tajemniczy sposób ich drogi zupełnie nie przecinają się. Nie ma zderzeń, nie ma kolizji, nie ma nawet otarć. Aż dziw bierze, że w tej gęstwinie neuronów czy innej szarej masy choć 2 impulsy nie zboczą ze swej zwykłej drogi i nie walną w siebie siłą, która wyzwoliłaby kreatywną reakcję łańcuchową. Ich równe tory pozwalają jedynie ciału wstać, jeść, chodzić, pracować, jeść, przejść kilka kroków, wybąknąć coś, z rzadka głębiej pomyśleć. Mózg zawiesił się w czarnym niezmierzonym oceanie próżni, której horyzontu nie przecina choćby jeden mizerny kolorowy żagielek. Otępienie. Najczęstszy towarzysz ostatnich dni.
Co komputerowiec robi wieczorem w domu…?

…klika w 3 komputry naraz, co by z wprawy nie wyjść ;-)
Z czeluści dyskowych Widmowego – Połonina Caryńska
Był rok 2007, wakacje, bodajże sierpień. Były też Bieszczady. Moja jedyna, jak dotąd, wizyta w tamtym miejscu. Krótka. Praktycznie jednodniowa – bo tyle zabrała mi jedyna wycieczka w połoniny. Fatalne warunki atmosferyczne spowodowały moją ucieczkę stamtąd na początku 4-ej doby od przybycia. Pozostały tylko wspomnienia w głowie i oczywiście zdjęcia. Natrafiłem na nie podczas robienia porządków wśród moich fotek i nie mogłem się powstrzymać by kilku tu nie przedstawić. Blog istnieje dopiero do ponad roku, więc z pewnością ich tu jeszcze nie było. I jak to ostatnio u mnie bywa – podaję je w sepii. Mam ostatnio słabość do tej tonacji. Jest magiczna, idealnie pasuje do Bieszczad. Oto zatem… Połonina Caryńska – podobno najpiękniejsza w całych górach.







Tajemnicze tropy

Czy to ślady Yeti? Może kaczki Dziwaczki? Albo nawet samego wróbla Elemelka? Nie, to tylko moje zdjęcie z zeszłego roku. Mój balkon, pierwszy śnieg + odwiedziny Obcej Formy Życia. Na bezrybiu i rak ryba, więc chcąc ożywić odrobinę mój zastygły blog wrzuciłem odgrzewanego kotleta. Jeszcze parzy! Ostatnio Pan Śliwka się rozszalał (pozytywnie) i nie ma czasu na fotografomańskie wybryki ;-) Dodatkowo pierwszy śnieg niedawno nawiedził moje rejony, więc fotka jest jak najbardziej na czasie. A nawet jest podróżą w czasie. W końcu zdjęcia są takim fajnym wehikułem potrafiącym nas przenieść w przeszłość.







zostaw komentarz