Studyjne zabawy portretowe #1
Studyjna fotografia portretowa jest dla mnie dość trudną dziedziną. Kiedy zastanawiam się nad obrazami, które chciałbym zrealizować trafiam na totalną blokadę twórczą i… zima (tak wnerwiająca jak ta za oknem). Nic nie przychodzi mi do głowy, a strasznie nie lubię robić zdjęć bez sensu. Takich, które nie mają żadnego znaczenia lub choćby ciekawej kompozycji, pomysłu stricte fotograficznego. Może to dlatego, że teren ów nie jest przeze mnie za bardzo eksplorowany i nie czuję się w nim swobodnie. Trzeba jednak przyznać, że praca w studiu daje niezwykle dużo frajdy mentalno-fizyczno-estetycznej. Te wszystkie lampy, gadżety, nastawy, sama praca z modelką/modelem dają dużo satysfakcji, szczególnie gdy jeszcze choć kilka zdjęć wychodzi w miarę rozsądnych.
Czekając zatem na przełom w mojej głowie, na ten moment kiedy zrodzą się pomysły warte dużej uwagi trzeba się tym wszystkim trochę pobawić i doszkalać w obsłudze sprzętu. Tak też spędziłem ostatnią niedzielę. Pierwszą część efektów z owej zabawy przedstawiam poniżej. Kadry dość pospolite, acz miłe dla oka, w czym duży sukces upatruję w pozującej do zdjęć modelce (to ta frajda estetyczna :-)).









Zaglądam – 3 różności i inspiracje
Dziś, co u mnie zdarza się rzadko, zamiast twórczości własnej będzie twórczość obca. Przede wszystkim dlatego, że przez przeziębienie leżę przykuty do łóżka – celem zwalczenia początków zimowej choroby. Z drugiej strony spotkałem się ostatnio z kilkoma rzeczami, którymi warto się podzielić.
Na początek coś o przygodzie. Tym bardziej, że pomysł rewelacyjny. Brat mojego “starego” kumpla, którego tu czasem “widuję” wraz ze swoimi kuzynami (jak mniemam) ruszył na wyprawę dookoła świata. Pomysł oczywiście już eksplorowany, aczkolwiek w tym wypadku jest to wypad długoterminowy. Planują być w podróży 30-37 miesięcy! I czytając pierwsze relacje z ich wyjazdu można sądzić, że będzie to jedna z najbardziej luzackich wypraw tego rodzaju. O wszystkim można poczytać na stronie –> http://www.kuzyni.eu/. Kuzynom życzę powodzenia, a wszystkim chętnym polecam lekturę :-)
Na drugi ogień idzie małe dzieło filmowe, z którym każdy fan fotografii zapewne się już spotkał, a osoby nie parające się tą tematyką powinny ten film obejrzeć – jest cudny. Chodzi o 5 minutowy film złożony ze zdjęć zrobionych aparatem fotograficznym. Powtarzam – zdjęć, nie filmów (których nagrywanie jest teraz możliwe nawet na lustrzankach). Fantastycznie się to ogląda – oczywiście na pełnym ekranie i najlepiej w wersji HD (przełącznik w prawym dolnym rogu). Film zrobiony jest w Vancouver, gdzie niedługo rozpoczną się zimowe igrzyska sportowe.
Trzecią i ostatnią rzeczą na dziś to małe co nieco o znów temat przygodowy połączony z fotografią. Otrzymałem dziś link do tekstu z GW o bardzo ciekawej inicjatywie pewnego Lublinianina (jak mi się wydaje). Owy Lublinianin postanowił za otrzymane od pewnego oficjela 375 zł w 8 dni objechać Polskę. Wszystko po to by udowodnić, że za te pieniądze można odbyć ciekawą podróż. Oczywiście całą podróż udokumentował swoimi fotografiami. Szczegóły można przeczytać tutaj –> http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,7530579.html. Myślę, że warto. Przyznam, że pomysł ten podziałał mocno na moją wyobraźnię.
To tyle… muszę się wykurować do jutra, bo na niedzielne popołudnie zaplanowana jest intensywna aktywność. Chcę być w formie :-).
Kilka zdjęć prawie zza okna
Ciekawe motywy można znaleźć nawet blisko swojego domu, idąc na ten przykład do sklepu. Kilka poniższych zdjęć jest tego przykładem. Śnieg potrafi ze zwykłego krzaka wyczarować ciekawy obraz, a korpusowa lampa błyskowa nawet rozsądnie oświetlić, mimo, że zazwyczaj uważa się ją za “fe” (szczególnie polecam zdjęcie nr 1).




Problemy z Mass Effect 2 – już po nich :-)
I już wszystkie kłopoty z Mass Effect 2 są za mną. Jakie jest zatem najlepsze lekarstwo na bolączki wspomniane w poprzednim poście? Cóż, niestety “wystarczy” spełnić minimalne wymagania sprzętowe wypunktowane na pudełku z grą :-). Wyposażyłem dziś mojego peceta w nowy mózg – i to nie jakiś tam super wypasiony. Płyta z gniazdem AM2, więc wsadziłem AMD Athlon 64 x2 7550 2,5 GHz (x2 oznacza dwurdzeniowość) i wszystko miga, majta, drży i gra jak malowane. Zero stresu, zero bólu i zero niedogodności. Zaczynam przygodę od nowa, z facjatą do której się przyzwyczaiłem. Cóż… może to dziwne, by wydawać dodatkowe 200 trochę zybli na godziny straconego czasu przed monitorem (nie licząc ceny gry), ale… i tak upgrade trzeba było zrobić, a zabawa naprawdę przednia. Zatem… do następnego spotkania na moim blogu… mam nadzieję niedługo :-)



5 komentarzy