Kartonowy Brewster, dzień #1
Co jakiś czas powracała do mnie myśl by spróbować swoich sił w złożeniu kartonowego modelu. Najlepiej samolotu. Myśl ta wracała i wracała, aż w końcu przywiodła mnie do Empiku przed stanowisko z magazynami dla różnorakich hobbystów. Szukałem klasyki gatunku czyli “Małego modelarza”. Zapewne każdy facet po 30-tce miał z nim styczność w młodzieńczych latach. Tak jak i ja. Jakieś 20 lat temu złożyłem z pomocą ojca ze 3 modele wycięte z “Małego modelarza”. Z tego co pamiętam to pierwszym był Mitsubishi Zero. Świetna maszyna. W każdym razie akurat aktualny numer MM nie miał niczego ciekawego do zaproponowania. Na szczęście przez lata wydawnictw tego typu przybyło i kupiłem numer magazynu “Kartonowa kolekcja”. To był jednak dopiero początek zakupów. Do składania modelu potrzebny jest odpowiedni sprzęt. Udałem się zatem do sklepu modelarskiego gdzie nabyłem potrzebne rzeczy tj. klej, nożyk modelarski, ostrza do niego, druty różnej grubości, tekturę, pęsetę i jeszcze trochę innych drobiazgów. Aby ułatwić sobie start zamówiłem też komplet wręg wyciętych laserem. Po skompletowaniu wszystkiego co było mi potrzebne wziąłem się ostro do roboty. A modelem, który jest moim numerem 1 po tych 20 latach przerwy to Brewster “Buffalo” MK.I.
Na zdjęciu niżej widać przygotowany warsztat pracy, no, jego fragment.

Mojego Brewstera mogłem złożyć na dwa sposoby – prosty, dla początkujących i bardziej wypasiony w wersji dla zaawansowanych. Oczywiście wybrałem opcję drugą :-) Wszakże jakieś doświadczenie już mam, a do tego jak już coś robić to tak by było super.
Budowę rozpoczyna się od kokpitu i jego wyposażenia. I muszę przyznać, że składanie takiego cuda to nie przelewki. Na szczęście zakupy w modelarskim to był strzał w dychę. Do wycinania nóż jest wręcz niezbędny. Nóż + linijka wycinają części prawie tak dokładnie jak laser, choć i nożyczki czasem się przydają. Najgorzej jednak jest ze zwijaniem co niektórych części w ciasny rulon. Pierwszy wyszedł mi słabo, bo miałem kiepską technikę. Jednak przy drugim wprowadziłem pewne udoskonalenia w sposobie rolowania i wyszedł duuużo lepiej. Następne rulony będą boskie. Generalnie dłubałem tak sobie trochę ponad 1,5 godziny i wydłubałem to co widać na kolejnym zdjęciu. Są to zaczątki wspomnianego kokpitu pilota.

Tak, może wydawać się, że to niewiele po 1,5 godziny, ale to naprawdę mozolna praca. Za to jak bardzo relaksująca i satysfakcjonująca. Po ukończeniu dostałem takiego kopa, że nawet zmyłem naczynia, na co nie miałem ochoty wcześniej.
Wyniki dzisiejszego dnia prezentują się zatem następująco:
Czas pracy: 1,5 godz.
Wykorzystanych części: 11
Status prac: rozpoczęta budowa kokpitu
Gdzie drwa tną tam wióry lecą, gdzie modele się papierowe skleja tam są ościnki różne. Choć imponująco wiele ich nie było.

Jutro prace ruszają dalej.
Widzę Bolo, iż zimowa nuda chyba Cię dopada ;-)
Wytrwałości w dalszych pracach życzę :-)
Ps. – Poza tym – ‘gdzie drwa RĄBIĄ, tam wióry lecą’ – nie słyszałem aby drwa cięto w tym powiedzeniu :-)
Ano Waści masz rację. Poprawiłem wpis.