Nocne gradienty Kisajna
Dziś znów zdjęcia z cyklu “powrót do przeszłości”. Trochę nocnych, nadwodnych gradientów z różnymi obiektami na ich tle. Skąd one? Z przystani w Giżycku nad jeziorem Kisajno, na Mazurach oczywiście. Lubię te zdjęcia mimo czegokolwiek. Lubię jeziora, fajny był to wyjazd (czyli lubię je też z powodów całkowicie osobistych), no i chyba nie są takie najgorsze. Choć do ideału też daleko. Tego dnia (w zasadzie wieczora) była fenomenalna aura po zachodzie słońca, romantyczna taka… i spokojna. Ja jednak zamiast się przytulać do jakiejś fajnej dziewczyny robiłem zdjęcia. Zresztą na to się nastawiałem :-) I wróciłem zadowolony.










Kolosy w Gdyni
W ten weekend odbywa się (chwili gdy piszę tego posta ciągle trwa) coroczna impreza dla fanów podróży i przygód o nazwie Kolosy. Głównym celem imprezy jest promocja osiągnięć polskich podróżników, żeglarzy i alpinistów. Na koniec spotkań przyznawane są nagrody (Kolosy właśnie) za wybitne osiągnięcia w danych dziedzinach za rok poprzedzający, czyli obecnie za rok 2008.
W tym roku odbyła się ona, tak jako w ostatnich latach, w Gdyni, a dokładniej w nowej hali sportowej w Redłowie. Wstęp jak najbardziej wolny, zatem każdy kto lubi przygodowe klimaty może przyjść, usiąść i zapoznać się z dokonaniami innych. A jest z czym, bo program zapycha 3 dni maksymalnie jak się da. Osobiście byłem na kilku prelekcjach w piątek i sobotę. Muszę przyznać, że większość była interesująca, choć był wyjątek. Jednak zostawmy to :-) Jako, że zainteresowany byłem wizualną dokumentacją podróży najbardziej to muszę przyznać, że największe wrażenie wywarła na mnie prezentacja “Pielgrzymka pokoju: Rzym-Pekin 2008″. Zdjęcia wykonane w jej czasie były najbardziej pomysłowe, kadry przemyślane i technicznie również bez zarzutu. Sama prezentacja odbyła się w akompaniamencie gitary przez jednego z autorów, a słowna relacja przeplatana piosenkami i anegdotami.
Poniżej kilka szybko zrobionych fotografii podczas imprezy. Tak oto wyglądała sala projekcyjna, jak widać miejsca przeznaczone dla widzów wypełnione maksymalnie. Z czasem widzów było tylu, że otwarto również boczne sektory.

W trakcie przerw między poszczególnymi blokami prezentacji można było powspinać się po ściance wspinaczkowej. Nawet tam nawet jakiś organizowany dla najlepszych śmiałków.

Organizatorzy przygotowali profesjonalny biuletyn o imprezie. Umieszczono w nim m.in. odrobinę historii Kolosów, przegląd galerii sław, pełny harmonogram.

Przed wejściem na widownię zorganizowano wystawę zdjęć podróżniczych.

Znajdowało się tam kilkadziesiąt (a może nawet ponad 100?) zdjęć z różnych zakątków świata, tudzież z różnych temperatur świata. Już dla samych tych zdjęć warto było do Gdyni przyjechać.

W czasie prelekcji fotografie stały raczej osamotnione co zmieniało się w przerwach między nimi.


Przed budynkiem hali stało kilka ciekawych “przygodowych” samochodów, z czego najbardziej interesujący był z pewnością Man Kat 1, który był głównym narzędziem w wyprawie stulecia trzech podróżników: Romualda Koperskiego, Mariana Pilorza i Viktora Makarovskiego. Przejechali oni tym potworem drogę od Przylądka Roca w Portugalii do Cieśniny Beringa na krańcu Rosji. Jedna z prelekcji była właśnie poświęcona temu wyczynowi. Można też o niej przeczytać w ostatnim numerze Traveler’a (nr 1/2009).

Po wysłuchaniu tak niesamowitych przygód człowiek od razu ma ochotę się spakować i ruszyć w trasę. Choć lepiej najpierw się do niej dobrze przygotować :-)
Więcej informacji o Kolosach na stronie http://www.kolosy.pl/.
Pozostałości po dzikich zwierzętach
Pas “zieleni” między osiedlem, a drogą jest ulubionym szlakiem dzikich zwierząt…

Te, Jak wiadomo, zimą często zapuszczają się głęboko w miejską dżunglę w poszukiwaniu pożywienia. Kosze na śmieci to ich ulubione miejsce żerowania.

Wiosna już za progiem, więc przy okazji gubią zimowe futro na przydrożnych krzakach…

i by zaznaczyć swój rewir zostawiają zapachowe ślady…

oraz zbędny ekwipunek kuchenno oświetleniowy. Wszakże jasne dni teraz dłuższe, lampy w norach nie będą już potrzebne.

I myśl tu pozytywnie o “zwierzętach”…
Parasole na ulicy
Poszedłem dziś się powłóczyć po mieście (bo lubię). Po pierwszej godzinie nic nie przykuło mojej uwagi. Pewnie dlatego, że ogólnie byłem jakiś podenerwowany. Aby wyluzować wstąpiłem do mojej ulubionej knajpki “W biegu cafe”. Wypiłem duży kawał herbaty, poczytałem “Dziennik nimfomanki” i tak minęła kolejna godzina. Nadal nie mogłem znaleźć weny. No to jeśli tak to wracam do domu. Już zmierzałem na autobus, kiedy w nie tak odległej oddali na schodach zauważyłem coś, co sprawiło, że wyciągnąłem jednak aparat. Uf, od razu mi ulżyło i poczułem się dobrze.
W fotografii ulicznej mam niewielkie doświadczeniem, choć ten rodzaj fotografii wydaje mi się bardzo ciekawy. Odnajdywanie interesujących zjawisk, relacji współgrających lub kontrastujących ze sobą elementów w chaotycznej scenerii to nie lada przygoda. A przygody to jest to :-)
Dziś aura taka a nie inna zatem postanowiłem skupić się na relacjach parasoli z otoczeniem. Na początek zdjęcie z takowym, który sprawił, że w żyłach ciśnienie poszło w górę. Obraz ten bazuje głównie na grze w kolor – dwaj przechodnie mają podobne akcenty kolorystyczne jak wspomniany parasol (czerwone nakrycia głowy, jasne dodatki).

Później chciałem uchwycić podobieństwo kształtów dachów dwóch kiosków i jakiegoś parasola (oczywiście). Najlepiej w wyraźnym, ale nie gryzącym się kolorze.

Pełna kultura – córeczka chroni mamę przed deszczem (relacja logo na czerwonym tle i dziewczynki z parasolem).

Ta sama para matki z córką i przechodząca grupka młodszej młodzieży z parasolem wpadającym w czerwień.

W oczach zapewne się wszystkim mieni od tego czerwonego. Zatem zmiana kolorów. Żółty i dużo monochromatyzmu (bez komputerowych poprawek nasycenia).

I na koniec coś zgoła innego – jakaś wprowadzka? Wyprowadzka? Wyposażenie sklepu? Fajne kosze w każdym razie.







1 komentarz