Bochum Wattenscheid, #1 – park
Wracam do opowiastek i zdjęć urlopowych.
Po Heidelbergu przeniosłem się do małej miejscowości Bochum Wattenscheid. Wattenscheid było kiedyś samodzielnym miasteczkiem, jednak zostało wcielone do Bochum. Na pierwszy rzut oka mogło wydać się mało interesujące. Co prawda posiada dość urocze centrum, z interesującą architekturą, 2 ciekawe kościoły – jednak nic w tym nowego, ekscytującego. Szukałem czegoś bardziej niezwykłego, co byłoby fotogeniczne, acz mało zauważalne…
…i znalazłem. Malunki. Malunki na śmietnikach w parku, malunki na miejskich rozdzielniach prądu, może jeszcze gdzieś – tego już nie wiem. Szczególnie te pierwsze zwróciły moją uwagę, które wyzwoliły we mnie prawdziwą radość fotografowania i byłem pewien, że choćby dla nich warto było wyjechać na taki urlop. Dla mnie bomba.
Zresztą myślę, że pokazują one też to, że Niemcy nie są jakimś takim mało sympatyczny narodem, jak się o nich u nas myśli. Zresztą to przypuszczenie bazuje też na kilku innych moich doświadczeniach.
…czas na zdjęcia…



Powyżej tylko 3 zdjęcia z serii. Kolaż z ich większą ilością dostępny jest w mojej galerii Flickr –> wystarczy klinkąć na ten adres: http://www.flickr.com/photos/widmowy/3766682892/ lub na zdjęcie poniżej:
Wkrótce pozostałe zdjęcia z Wattenscheid i jego okolicy!
Heidelberg, #4 – rowery
Teraz, po powrocie do domu zacznę nadrabiać zaległości związane ze zdjęciami i opisami z moich bardzo krótkich wakacji. Zanim przejdę do tematów z drugiej ich części wrócę do mojego ulubionego tematu z Heidelbergu – czyli do rowerów. Kilka zdjęć już pokazałem wcześniej, poniżej kolejna partia zdjęć – próbka tego co można spotkać na ulicach “H”. Niektórzy się zanudzą, ale ja bardzo lubię rowery. Są piękne, mają fenomenalny kształt i super sie na nich jeździ.






















Heidelberg, #3
I już po Heidelbergu. W poprzednim poście pisałem, że jakoś nie mogę wczuć się w to miasto. I to odczucie nie minęło, jednak kiedy już je opuściłem to trochę mi go brak. Może zyskuje ono po dłuższym tam pobycie? A może po prostu było mi dobrze :-)
Z pewnością chyba lepiej czułem się tam wieczorem. Można wtedy posiedzieć w jednej z mnogiej ilości knajpek pijąc zimne, niemieckie piwo, rozmawiając i podziwiając urodę przechodzących niewiast :-) Sporo naprawdę atrakcyjnych – szczególnie jak na Niemcy (lub mając na uwadze stereotyp o urodzie niemieckich kobiet). Aczkolwiek powodem takiego stanu rzeczy jest raczej to, że jest Heidelberg miastem uniwersyteckim, gdzie studiują ludzie z całego świata. Stąd wiele tam osób niebędących Niemcami. Zresztą wczoraj, ostatniego dnia mojego tam pobytu, miałem przyjemność (choć odrobinę męczącą) być na uroczystości zakończenia roku szkolnego we francuskim przedszkolu. Jako, że byłem tam z aparatem dyrektor szkoły (jak później się dowiedziałem) zagadnął mnie czy jestem tym fotografem z gazety, na którego czekają. Jakieś 5 minut później inna osoba zapytała się mnie o to samo. Niestety nie byłem, a fotograf się w końcu pojawił. Są tam szkoły i przedszkola różnojęzykowe, w tym nawet po polsku.
Mimo wszystko najbardziej podobała mi się tam kultura rowerowa, o czym już wspominałem. Zresztą zebrałem małą kolekcję zdjęciową rowerów, którą umieszczę na eBlogu po powrocie do domu. Teraz nie mam czasu na wywoływanie RAW-ów (nawet na ich przeglądanie). Wszyscy uważają tam bardzo na rowerzystów – tak użytkownicy samochodów jak i piesi. U nas obie te grupy maja w nosie rowerzystów. Pierwsi najlepiej by ich wyeliminowali z dróg, drudzy łażą po ścieżkach rowerowych “bo dziecko woli iść po czerwonym”. Nie chodzi o to, że rowerzyści to święte krowy, ale warto byłoby ucywilizować wszystkie strony.
Na teraz to wszystko o Heidelbergu, choć temat jeszcze wróci, szczególnie w postaci zdjęć. Tym czasem w tej chwili jestem w okolicach miejscowości Bochum i udało mi się odwiedzić już tutaj coś nie coś. Jednak o tym w kolejnych wpisach.

Jeden z rowerów z zamkiem w tle.

Jedyne udane zdjęcie nocne – rzeka Neckar i Stary Most.

Deszcz – często pojawiający się podczas mojego pobytu w Heidelbergu.
Heidelberg, #2
Wrzucam dziś tylko kilka kolejnych zdjęć z Heidelbergu. Niestety jakoś nie mogę wczuć się w to miasto. Niby atrakcyjne architektonicznie, niby dużo fajnych knajpek, trochę atrakcji turystycznych, ale coś nie do końca jest “tak”. Zdjęć też fajnych tu raczej żadnych nie zrobiłem. Może dlatego mam ich dużo – z żadnych nie jestem zadowolony i 80% z nich pójdzie pod nóż (czyli pod klawisz “delete”). Dłuższy opis wkrótce (mam nadzieję).

Widok ze Starym Mostem i fragmentem starówki zrobiony z przy zamkowego parku.

Zbliżenie na Stary Most.

Wieża zamkowa zniszczona podobno przez Francuzów. Wg informacji, które mam obecnie (niezweryfikowanych)
Francuzi dwukrotnie zdobywali heidelberską warownię.

W zamku znajduje się największa na świecie beczka na wino.

Widok na nowszą część miasta z jednego z sąsiadujących z miastem wzgórz.

Na szczyt jednego ze wzgórz prowadzi ścieżka (a nawet kilka) przy której można spotkać wiele ciekawych
tworów przyrodniczych oraz ludzkich (wieże strażnicze, o których niebawem).




1 komentarz