Heidelberg – po raz pierwszy
W niedzielę, po 13 godzinach jazdy, dotarłem do Heidelbergu. Zrobiłem w tym czasie 1207 km. Kawał drogi. Trochę czasu to zabrało jak widać, ale nie dość, że dotychczas nie zrobiłem nigdy więcej niż 300 km jednorazowo, to jeszcze autostrady w Niemczech w remontach. Co kawałek trzeba było zwalniać do 80 km/h i ruch duży, zatem jazda była bardzo męcząca.
W tym roku wakacje mniej poznawcze, bardziej koleżeńskie. Toteż niestety zdjęć za wiele nie zrobiłem, a to co zrobiłem jest niezbyt szałowe. Do tego pogoda (jak to zwykle) nie pozwala na długie eskapady. Jeszcze przez kilka godzin w poniedziałek było słonecznie, ale generalnie ciągle pada. Dodatkowo jest tu bardzo dziwny klimat – czuję się prawie jak w tropikach. Duszno, ciepło, wilgotno – mimo braku słońca, więc generalnie ciągle się kleję (raczej nieprzyjemne uczucie). Trzeba przyznać jednak, że tereny wokół miasta bardzo malownicze.
Miasto to jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Niemczech. Szczęśliwie nie ucierpiało w trakcie II Wojny Światowej i może poszczycić się ładną starówką. Posiada również najstarszy uniwersytet w tym kraju – studiowała tu podobno siostra obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Rzeczą, która zwróciła moją szczególną uwagę są rowery. Jest to tutaj bardzo popularny sposób przemieszczania się i z tego powodu jest ich mnóstwo, wszelkiej maści – co bardzo chętnie dokumentuję na zdjęciach. Kto tylko może to jeździ rowerem – szybciej, łatwiej z parkingiem (mnóstwo miejsc postojowych) i bardziej zdrowo (jak wiadomo).
Mam nadzieję, że niedługo uda mi się wejść na jedno z okolicznych wzgórz i odwiedzić jedno z najważniejszych atrakcji turystycznych Heidelbergu – czyli zamek o tej samej nazwie (czy też jego ruiny).
Poniżej kilka zdjęć przedstawiających rzut na stary most miasta i starówkę, na zamek oraz przedstawiające temat rowerowy.




zostaw komentarz