Mijane obrazy
Kilka dni byłem poza tym tutaj. I tam gdzie byłem spotkałem chwile przyjemne, spotkałem chwile smutne. Także obojętne. Część z nich będę pamiętał, z pewnością. Inne, mniej emocjonalne, odeszły już w zapomnienie. Jednak tym co mnie bardzo pasjonuje niezależnie jest sam moment podróży “tam”. Miarowe takty wybijane przez stalowe koła wprowadzają umysł i ciało w pewien rodzaj letargu, zadumy, doprawiony zwiększoną dawką adrenaliny. Adrenaliny spowodowanej oczekiwaniem na zbliżającą się przygodę, o której nie wie się jeszcze nic, prawie nic. Oczy z ciekawością patrzą i rejestrują przewijające się za oknem obrazy, które tak samo jak zbliżająca się przygoda jawią się magicznie, tajemniczo – są nieznane. Przez to pociągające, piękne, inspirujące.











PS: Widziane powyżej nieostrości, zabrudzenia, krzywe kadry czy odblaski są jak najbardziej zamierzone… choć może nie wszystkie równo udane.
Zainspirowane przez “Go with peace” Macieja Stępińskiego czy spontańiczne?? Wnioskuje że robione z pociągu. W sumie pomysł niezły ale jakoś do mnie osobiście nie przemawia. Chyba nie porwałbym się na realizację czegoś w tym stylu.
Inspiracja własna. Można powiedzieć, że spontaniczna. Natchnienie chwili. Kiedyś zrobiłem coś podobnego w Pradze. Potem poznałem prace Sikory z Maroka w podobnym klimacie (są niesamowite). Macieja Stępińskiego nie znam. Choć jak wspomniałeś to nazwisko odszukałem i obejrzałem (na razie wielce prędko, bo czas nagli). Faktycznie podobne w wykonaniu, jednak opowiadające inną historię.
oglądam je nie wodząc w ogóle oczami,
całe
Absolutnie się z takim pochłanianiem tych obrazów zgadzam…