Moje głupoty sprzed ponad dekady
Jak jesień to oczywiście… porządki. Przewalam jakieś kartongi, szuflady, papierzyska. Odnajduję w niej mega ciekawostki dropsa wymyślone przez “mua” lata, lata temu. A to dowcipy, a to historyjki jakieś rysunkowe, a to znów wierszyki o Dziadzie Borowym. Wszystko to wynik płodności umysłu ciut młodszego niż obecny. Choć ten obecny młodością i wigorem nadal charakteryzuje się :-) Żeby ktoś nie myślał, że jest inaczej :-P
Dobra, to trochę tych moich owoców objawień mózgowych z pierwszej połowy lat 90-tych przedstawiam. Nie wiem czy wybuch śmiechu spowodowany własną twórczością jest zgodny z linią odruchów wpasowanych w zachowania Tworzycieli, ale mnie właśnie takowy nie raz nawiedził właśnie. Ave!
[cisza skupienia przez 3,33 sekundy i… zaczynamy…]
.
Przychodzi baba do lekarza. Lekarz pyta:
- Co pani tak mruga?
- A nic, pierwsza gwiazdka.
Wlazł WÓŁ na stół i go rozWÓLił.
Zagadka.
Stoi pod latarnią na literę “k”….
.
.
.
Baran.
Literka “k” była dla zmyłki.
Wyszedł jeŻ na rzeŹ.
Były sobie raz piłeczki i grały w gumę w piłeczki.
I jak zaczęły tak grają do dziś. Jaki z tego wypływa morał?
Rzeka.
Przychodzi gostek do baru. Siada obok
niezłej laski. Wypija 6 piwaczy i mówi do niej:
- Zapytaj mnie czy Cię kocham.
Klient zamawia w restauracji kawę.
- Dlaczego dolewa pan do tej kawy wódki? – pyta kelnera.
- Chcę podtrzymać pana na duchu.
Poszła Zosia do lasu nazbierać jagodów,
ale zamiast nich znalazła dużo odchodów.
Idzie zima, nie wybiera.
Będzie mróz jak siekiera.
[chwila oddechu i… zakończenie sesji]
2 komentarzy