Z czeluści dyskowych Widmowego – Połonina Caryńska
Był rok 2007, wakacje, bodajże sierpień. Były też Bieszczady. Moja jedyna, jak dotąd, wizyta w tamtym miejscu. Krótka. Praktycznie jednodniowa – bo tyle zabrała mi jedyna wycieczka w połoniny. Fatalne warunki atmosferyczne spowodowały moją ucieczkę stamtąd na początku 4-ej doby od przybycia. Pozostały tylko wspomnienia w głowie i oczywiście zdjęcia. Natrafiłem na nie podczas robienia porządków wśród moich fotek i nie mogłem się powstrzymać by kilku tu nie przedstawić. Blog istnieje dopiero do ponad roku, więc z pewnością ich tu jeszcze nie było. I jak to ostatnio u mnie bywa – podaję je w sepii. Mam ostatnio słabość do tej tonacji. Jest magiczna, idealnie pasuje do Bieszczad. Oto zatem… Połonina Caryńska – podobno najpiękniejsza w całych górach.







Moje surowe strony dały Ci popalić ? Hie hie hie
Dziś zimno i deszczowo, tylko zdesperowane psy wychodzą na zewnątrz ;)
Pozdrawiam
Jednak nie na tyle bym mnie wystraszyć tak zupełnie, o nie! :-))
Pozdrawiam wszystkie zdesperowane psy i inne bestie :-)