Terminator 4
Moim zdaniem to co już było zmienić się nie da. Nawet jeśli w przyszłości ktoś stwierdzi, że chce zmienić swoją rzeczywistość zmieniając przeszłość nie zmieni jej. Bo TO CO ZMIENIŁ już było i skutki są widoczne w jego rzeczywistości. Zatem jeśli Skynet chyli się ku zagładzie (bo wtedy dopiero wysyła Terminatory w przeszłość) to upadnie. Ba, problem Connora to problem, który Skynet stworzył sobie sam! Dlaczego Connor był tak dobrym i groźnym dla Skynet’u przywódcą ludzkiego Ruchu Oporu? Bo wiedział już wszystko. Poznał w swym życiu Terminatory osobiście. Poznał je. Wie jakie są ich słabe punkty. Ba, nawet dzięki Skynet’owi sam John Connor się urodził. Wysyłając swojego pierwszego T-800 model 101 spowodował wysyłkę Kyle’a Reese’a. Czyli gościa, który spłodził JC. Ot… zakręcone koło czasu. Co było to było i się nie odstanie. Chyba że… kiedyś ktoś udowodni, że Czas nie jest liniowy i że potrafi się rozgałęziać. W takim przypadku istnieje nieskończona ilość wersji rzeczywistości… coś jak Cienie Amberu (z prozy Rogera Zelaznego).
W każdym razie “Terminator 4” (choć oficjalnie bez tej cyferki, zapewne dlatego, że ma być początkiem nowej trylogii) da się obejrzeć. Nie można go porównywać do jedynki, co jest oczywiste, ale myślę, że jego poziom można porównywać z T3. Mimo wszystko miło mnie zaskoczył. Spodziewałem się samych efektów i durnej opowiastki jak w Matrixach II i III. Opowiastka, co prawda, też nie jakoś rewelacyjna, ale w miarę (choć mało zaskakująca) – generalnie film ten to czyste kino akcji… z robotami. Filozofię dorobić trudno. Roboty niczego sobie, nawet o dziwo nie dostają mocno w tyłek, czego również się spodziewałem (patrząc na reklamówki). Nawet niektóre są całkiem fajnie pomyślane (patrz: gigant, który jest częścią statku-więźniarki). T-800, z którym przyjdzie rzecz jasna Connorowi stawić czoło ma znajomą twarz (choć tylko zeskanowaną z oryginału). Jest sporo odnośników do poprzednich części serii o Terminatorze – choć pewnie po to by nie zgubić tego, że to jednak ciągłość starej historii i by dać fanom kilka znanych przekąsek.
Generalnym minusem filmu jest to, że jest… za krótki. Film za bardzo przypomina wielki wideoklip z mnogością scen i wątków, które nie są dobrze rozwinięte. Do tego niestety kolejny raz okazuje się, że Skynet choć przebiegły (niby) to jednak na tyle durny, że chcąc zlikwidować główne cele zamiast wysłać armię Terminatorów to bawi się w subtelności. W życiu żaden inteligentny komputer by się tak głupio nie zachował. No, ale to jest film, a film ma jednak bawić. Zatem jest jak jest.
Kolejnym minusem jest muzyka. Zrobił ją Danny Elfmann, jeden z moich ulubionych kompozytorów, którego stylu to w zasadzie nie słychać. Na nowo zaaranżował znany wszystkim motyw przewodni filmów o Terminatorze (na gorsze oczywiście), a ilustracyjnie jest słabo, miałko. Zupełnie inaczej niż w T1 kiedy muzyka podczas akcji była naprawdę taka… terminatorowa. Idealna.
Generalnie – jak się jest fanem Terminatora to film zobaczyć trzeba. W sumie fajnie, że można obejrzeć jak to się wszystko kręci już po wybuchach nuklearnych. Z drugiej jednak strony wyobraźnia w tym filmie ma małe pole do popisu. Zresztą niestety poziom efektów specjalnych w obecnych czasach właśnie w ten negatywny (moim zdaniem) sposób wpływa na obecnie tworzone filmy. Dlatego nie są już tak dobre jak te sprzed 25 lat (i dalej). Wracając do Terminatora to jednak po powrocie do domu musiałem zapuścić sobie kolejny raz oryginalny, pierwszy film z serii :-)) Szkoda tylko, że Arnold się starzeje, bo jestem ciekaw co zrobią w kolejnym odcinku, kiedy Connor zginie (lub w następnym), a powinien zginąć z rąk T-850 model 101 (czyli tego z T3). Ta część Terminatora ma szansę być naprawdę dobra jeśli czegoś nie spaprzą i jeśli będzie grał Arnie.
Ufff… się rozpisałem :-)
9-9-09
Jestem fanem twórczości Tima Burtona. Zdecydowanie. Dziś natrafiłem na przednią wiadomość o nowym filmie zrobionym pod jego wybitnym okiem (jest jego producentem). Film ma tytuł “9″. Prosty i enigmatyczny. Jest to animacja o post-apokaliptycznym świecie (temat nie nowy), w którym jednak nie ludzie walczą z przebrzydłymi maszynami a… szmaciane lalki! Tego chyba jeszcze nie było. Zapowiada się ciekawie, a najnowszy zwiastuj jest świetny – szczególnie dzięki zarąbistej muzyce! Jeśli część ścieżki dźwiękowej będzie w takim klimacie to dla mnie bomba. Poniżej wspomniany zwiastun z YouTube’a.
Jednak jest coś co na pierwszy rzut oka mi się nie podoba. Jest to to, że część maszyn przypomina te widziane w Matrixie (blee). Premiera filmu 9-września (czyli 9-9-09). Choć nie wiem czy u nas.
Oficjalna strona www -> http://9themovie.com
Tym czasem za 4 godziny ruszam na weekendową eskapadę rowerową, mimo przepływających po niebie podejrzanie wyglądających chmur. Zatem KU PRZYGODZIE! :-D