Co komputerowiec robi wieczorem w domu…?

…klika w 3 komputry naraz, co by z wprawy nie wyjść ;-)
Z czeluści dyskowych Widmowego – Połonina Caryńska
Był rok 2007, wakacje, bodajże sierpień. Były też Bieszczady. Moja jedyna, jak dotąd, wizyta w tamtym miejscu. Krótka. Praktycznie jednodniowa – bo tyle zabrała mi jedyna wycieczka w połoniny. Fatalne warunki atmosferyczne spowodowały moją ucieczkę stamtąd na początku 4-ej doby od przybycia. Pozostały tylko wspomnienia w głowie i oczywiście zdjęcia. Natrafiłem na nie podczas robienia porządków wśród moich fotek i nie mogłem się powstrzymać by kilku tu nie przedstawić. Blog istnieje dopiero do ponad roku, więc z pewnością ich tu jeszcze nie było. I jak to ostatnio u mnie bywa – podaję je w sepii. Mam ostatnio słabość do tej tonacji. Jest magiczna, idealnie pasuje do Bieszczad. Oto zatem… Połonina Caryńska – podobno najpiękniejsza w całych górach.







Tajemnicze tropy

Czy to ślady Yeti? Może kaczki Dziwaczki? Albo nawet samego wróbla Elemelka? Nie, to tylko moje zdjęcie z zeszłego roku. Mój balkon, pierwszy śnieg + odwiedziny Obcej Formy Życia. Na bezrybiu i rak ryba, więc chcąc ożywić odrobinę mój zastygły blog wrzuciłem odgrzewanego kotleta. Jeszcze parzy! Ostatnio Pan Śliwka się rozszalał (pozytywnie) i nie ma czasu na fotografomańskie wybryki ;-) Dodatkowo pierwszy śnieg niedawno nawiedził moje rejony, więc fotka jest jak najbardziej na czasie. A nawet jest podróżą w czasie. W końcu zdjęcia są takim fajnym wehikułem potrafiącym nas przenieść w przeszłość.
Cyfrowa dziurka
Fotografia pejzażu piktorialnego zmusiła mnie do poszukiwania nowych technik. Oczywiście nie zupełnie nowych, tylko tych starych, których wciąż nie użyłem w własnej praktyce. I tak postanowiłem spróbować techniki od której tak naprawdę powstała fotografia czyli kamery otworkowej (pinhole camera). Jako, że ciemni tradycyjnej nie posiadam i posiadać nie planuję zbudowałem sobie bardzo szybko, bardzo prowizoryczny aparacik otworkowy na bazie mojego cyfrzaka. Przyznam, że efekty mnie zadziwiły, bo to po prostu działa! Mnie nie łatwo przekonać, bo jestem z tych co to muszą pomacać by stwierdzić, że coś istnieje. Pomacałem i efekty tego widać poniżej :-) Zdjęcia mają mankamenty – za wielka winieta (szczególnie z jednej strony kadru) i mocna nieostrość (choć w przypadku przedstawionych tu zdjęć nie jest to wada). Jest to wynik używania dziurki kiepskiej jakości. Dopiero teraz też zauważyłem jaką ilość paprochów leży na matrycy mojego “body”. Jestem przerażony. Jednak nie retuszowałem, bo czasu szkoda, a to tylko takie na bloga fotki. Przyznam, że efekt mi się podoba i już widzę możliwość wykorzystania tej techniki (po udoskonaleniu) do innych projektów.
Gdyby ktoś pytał to kompozycja poniższych zdjęć nie jest oczywiście przypadkowa. Choć patrząc przez takie małe, ciemne “oko” nie jest łatwo dobrze wycelować :-)









zostaw komentarz