Mass Effect Pinnacle Station
Jestem fanem Mass Effect i czekam już z niecierpliwością na dwójkę. Z materiałów, które można zobaczyć na stronie producenta wydaje się, że ta wersja gry będzie rewelacyjna. Wyjdzie już lada moment. Grę już można zamówić w sklepie EA (http://eastore.ea.com/). Tym czasem dla wszystkich zniecierpliwionych (czyli prawie dla mnie) wystawiono drugi dodatek do jedynki o nazwie Pinnacle Station. Właśnie ściągam i jestem bardzo ciekaw co tam Bioware przygotowało. Podobno nienajgorsze “manewry” na 13 scenariuszy bojowych na tytułowej stacji Pinnacle.
Więcej szczegółów na stronie Mass Effeckt’a –> http://masseffect.bioware.com/ lub w sklepie EA –> http://eastore.ea.com/store/eaemea/pl_PL/DisplayProductDetailsPage/ThemeID.850300&productID=152041300.
Niestety to cudo, w odróżnieniu od poprzedniego dodatku, jest płatne 19 złotych – za 2 do 3 godzin dodatkowej zabawy. Trudno… niedługo będzie na pokładzie :-))

Główna strona WWW gry Mass Effect 2. Po lewej u dołu
widać info o Pinnacle Station (wydanym łącznie z łatką 1.02).
[ aktualizacja ] – no i oczywiście nic nigdy od razu nie działa prawidłowo. Niestety po zainstalowaniu dodatku prosi on o rejestrację przez net. W porządku, tylko nie chce to u mnie niestety działać. Doszło do tego, że po prostu zgłosiłem sprawę do helpdesku EA. Zobaczymy cóż mi poradzą.
Walka z Geth’ami
Postanowiłem zakupić nowy monitor (to było wczoraj, a w zasadzie nawet przedwczoraj, bo już jest 00:19). Przynoszę pudło do domu, a tu karta graficzna stwierdziła, że nie będzie więcej pracować (nawet ze starym monitorem). No dobra, musiałem zatem wydać jeszcze trochę kasiorki dziś (czyli już wczoraj) na nową grafikę. Ta oczywiście również miała fochy. Automatyczna instalacja sterowników okazała się oczywiście błędem i trzeba było trochę pokombinować by w końcu wszystko zadziałało jak trzeba. Potem trochę testów (Mass Effect teraz wygląda super ekstra ordynaryjnie!!) i zrobiło się bardzo późno, a do pracy rano wstać trzeba.
Jeszcze zatem jakieś małe zdjęcie. Zdjęcie to (poniżej) jest z takich, które mogłyby być fajne gdyby nie kilka elementów. Przede wszystkim panowie w dżinach, ewidentnie nie powinni być w tym miejscu, w którym są. Najlepiej jakby ich w ogóle nie było. Po drugie trochę tam po prawej stronie za dużo przeszkadzajek. Po trzecie jak już panowie w dżinach zniknęli z kadru, dziewczynka straciła już zbytnie zainteresowanie tym czarnym (chyba) koniem. I tak ostatecznie zdjęcie niestety do bani. Szkoda.

To teraz chyba już czas zjeść śniadanie, by rano tylko wstać z łóżka, założyć palto i ruszyć z kopyta do pracy. Gdzie na śniadanie zjem obiad, by szybciej wyjść z pracy do domu. Parafrazując fragment filmu Bareji ;-)
[aktualizacja poranna] Okazuje się, że mój komputerek ze mnie zażartował i kiedy pisałem to co powyżej nie było wcale po 24-ej, tylko pod 23-ej! Kołomyja hehe.
Najlepszy dowcip świata wg komputerowców
Kolejna świetna rzecz wyciągnięta ze starych archiwów. Coś dla fanów systemu binarnego, prawdziwa bomba!
![]()
___przy okazji jest okazja___
___jest to mój 101 tutaj opublikowany post___
___na zdrowie! :-D
Eksplorowanie odkrytych lądów sieciowych
Wiosna za oknem – to oczywiście główny temat do radosnych rozmów w ostatnich dniach. Tematem dla tych mniej radosnych są mecze naszych piłkarzy. W przyrodzie wszystko musi się równać. Wiosna oczywiście jest fajowa, a jakże. Moja ulubiona pora roku. Jednak uderzyła (mimo wszystko) wręcz zaskakująco i wprawiła moją głowę w stan lekkiego upojenia. Trudno mi się skupić na czymkolwiek. Myśli wichrują to w lewo, to w prawo, a nawet w inne strony. Ba, nawet w 4-ty wymiar :-) Z tego też powodu jakoś zaniedbałem trochę różnych spraw, w tym mojego pięknego bloga. Jednak zbliża się nieubłaganie (super!!) weekend i będzie można wyrównać oddech. Choć kto wie.
Tym czasem dla zabawy i eksperymentu postanowiłem zwiedzić trochę miejsca, w których raczej nie bywam i nie przypuszczałem, że bywał będę. Mianowicie eksploruję FACEBOOK! Jestem tam już kilka dni i nawet mnie to bawi. Sprawdziłem też przez chwilkę Grono, jednak nie przypadł mi do gustu. Bryndzowaty. Serwisu z inicjałami NK nie będę sprawdzał, bo ten akurat jest żenujący. Nigdy tam nie byłem oficjalnie, nie ma mnie tam nie oficjalnie i nigdy nie będę w żadnej postaci.
Co do Facebook’a to trzeba przyznać, że pierwsze koty za płoty też nie były najlepsze. Jestem wyczulony na błędy ortograficzne. Wydawałoby się, że taki serwis jest tworzony profesjonalnie, a tu na samym początku niezła wtopa. Zrzut ekranu poniżej:

Nie dość, że byk większy od tych zarzynanych przez hiszpańskich matadorów to jeszcze literówka. Trochę mało “profi” – jak to określił wczoraj Szpakowski podczas meczu Polska – San Marino (nota bene jeden z Mistrzów Stworzycieli Wyczadzonych Słów i Zwrotów).
Aczkolwiek w środku można się trochę pośmiać i zabawić… dla frajdy (i zabicia czasu podczas przerw śniadaniowo-obiadowych w pracy) zrobiłem na ten przykład kilka teścików. I tak okazuje się, że mój prawdziwy wiek (związany z trybem życia, ogólnym samopoczuciem i skazami genetycznymi) to 23 lata! Hm, nieźle :-)) Znaczy się powinienem na luzie dożyć 90-tki, tak jak planuję. Dodatkowo w Muppet Show mógłbym się wcielić w jednego z kultowych “dziadków” z loży (co mi schlebia!) i gdyby to zależało od testowych pytań najlepiej byłoby mi się ożenić z Cameron Diaz. W sumie nie tak źle, jednak pozwolę sobie trochę pokręcić nosem. Wolałbym jednak z kimś innym, haha.
Przy okazji dowiedziałem też się (nie z testu), że w USA mieszkają ludzie o takim samym nazwisku jak moje. I z tego co piszą w stworzonej przez siebie grupie wnioskuję, że nie mają pojęcia, iż jest to nazwisko pochodzenia polskiego. Jeśli już znalazłem tam dalekich krewnych to niech przyślą mi zaproszenie i jadę podbijać Już-Nie Dziki Zachód ;-))
The IT Crowd
„The IT Crowd” – serial w naszym kraju znany pod tytułem „Technicy magicy”. Chyba ze trzy lata temu telewizyjna dwójka emitowała pierwszą (i jedyna wtedy) serię tego angielskiego sitcomu. Ma on niemało wielbicieli w każdym kraju, w którym można było go obejrzeć. Ba, powstały nawet wersje lokalizacyjne – amerykańska i niemiecka. O tych bynajmniej wiem.
No i ostatnio zupełnym przypadkiem miałem okazję obejrzeć wszystkie odcinki „IT Crowd”. Nie ma ich zbyt wiele – zgodnie z zasadą „tak mało, a tak wiele” – lub inną „mało, a treściwie”. Jednak może nie każdy kojarzy o czym ten film w ogóle jest. Ano opowiada przygody dwójki komputerowców, Roya i Mossa, pracujących w małym dziale IT w Reyhnholm Industries. Nie są jednak sami – trzecim głównym bohaterem, a właściwie bohaterką jest ich szefowa Jen. Jen staje się ich szefową dość przypadkowo i oczywiście nie ma pojęcia o komputerach. Może poza używaniem poczty elektronicznej i posiadaniem umiejętności klikania (nawet podwójnego) myszką komputerową.
A oto i oni, nasze niecodzienne (???) trio w ich biurze pełnym komputerowych klamotów (YYESSSS) -> Jen, Moss i Roy.

Postaci są dość stereotypowe, choć to jest esencja całego serialowego dowcipu. Moss to typ mazgajowatego, czasem trudno kumającego komputerowca-naukowca. Jest właścicielem wielkiego afro czesanego z przedziałkiem i obowiązkowych okularów. No i nie lada głosiku, o którym można powiedzieć tylko tyle, że trzeba go usłyszeć :-) Roy jest osobnikiem trochę z innej beczki – jest z lekka wyluzowanym, wiecznie młodym gościem (obaj po 30-tce), trochę mruk. Choć do dziewczyn na 7-e piętro chadza bardzo chętnie jeśli tylko coś się im popsuje (lub nawet jeśli nie). Jen natomiast realizuje w tej grupie swój instynkt macierzyński, którego jako nie najmłodsza już panna ma trochę w zanadrzu. Oczywiście chadza na randki, ale chyba najlepiej czuje się w towarzystwie swoich kolegów ze świata IT (choć nie zawsze się do tego przyznaje). No i jej metodą na życie jest używanie kłamstw.
Są tam jeszcze inne postaci, mniej lub bardziej ciekawe. Jest pewien Goth, fan Cradle of Filth, którego imienia niestety nie pamiętam. Jest niesamowity, szczególnie w odcinku, w którym się pojawia. Są i „bossowie”. Tacy prawdziwi, co to siedzą nad głową swoich pracowników i rządzą. W tej kwestii mam niemała obiekcję co scenarzystów. Jednak o tym za krótką chwilę.
Tymczasem mała przerwa na kolejne zdjęcie, tym razem wersja pogrzebowa i w większym składzie: Moss, Douglas (o którym za chwilę), Jen i Roy.

Tak, „IT crowd” ma już 3 serie. Każda krótka – zaledwie 6 odcinkowa. Można by rzec, że to taka komputerowa bestia (3 x 6 czyli 6+6+6 ;-)). I bestią jest w istocie, szczególnie odcinki z serii I-ej i III-ej. Sporo tam komputerowych klimatów, ciekawych gagów i związków przyczynowo-skutkowych. Co prawda te klimaty komputerowe trochę zbyt typowe, powtarzające się, naciągane i niekoniecznie zgodne z „prawdziwą” prawdą, ale swoje robią. I nawet mi, jako zawodowemu komputerowcowi, się podobają. Zresztą dlatego ten serial jest tam bliski memu emulatorowi serca ;-)
Niestety w serii środkowej, czyli drugiej, zbyt mało jest nawiązań (albo są zbyt słabe) do tematyki IT. Dodatkowo w tej serii zrobiono coś co moim zdaniem było błędem. Zastąpiono „starego” szefa Reynholm Ind. (Denholma) na nowego, syna „starego” (Douglasa). Szef z pierwszej serii to ostry, zmieniający często zdanie i uważający się za mistrza świata gość, ale za to niesamowitym potencjałem. Samo jego pojawienie się na ekranie zapowiadało wybuchowe sceny (własnym wewnętrznym lub zewnętrznym śmiechem rzecz jasna). Niestety kiedy nastał Douglas wszystko się zmieniło. Ten jest skrajnym erotomanem, gościem absolutnie nieciekawym. Momenty z jego udziałem są przesadnie nasączone kiepskimi, banalnymi dowcipami o erotycznym podłożu. Chyba tylko w jednym odcinku serii trzeciej da się oglądać sceny z jego udziałem. Jednak cóż, w każdym smacznym cieście musi być jakiś fragment zakalcowaty.
Film zresztą wykracza poza życie telewizyjne, co na zachodzie się zdarza, a i ponoć na polskim gruncie zaczyna się przyjmować. Chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o firmie w której Roy, Moss i Jen pracują? Nie ma problemu. Wystarczy wejść na stronę Reynholm Industries -> http://www.reynholm.co.uk/. Moss jest fanem FriendFace (portal społecznościowy) – ten również istnieje! Wystarczy kliknąć tutaj -> http://www.friendface.org/ lub http://friendface.co.uk/. Twórca filmu posiada własny blog, który można czytać pod tym adresem -> http://whythatsdelightful.wordpress.com/ (jakby na znajomym serwisie?). Jest też oficjalna strona o serialu znajduje się -> http://theitcrowd.co.uk/ oraz na stronach Channel 4 http://www.channel4.com/programmes/the-it-crowd. Ta druga lepsza, więcej materiałów. Można tam poczytać o różnych ciekawostkach z nim związanych oraz obejrzeć fragmenty odcinków. Oczywiście na Youtube można znaleźć sporo materiałów filmowych, choć najlepiej postarać się o oryginalne płyty i obejrzeć wszystko w pełnej okazałości.
Co do ciekawostek to w wersji amerykańskim Moss’a gra ten sam aktor co w wersji oryginalnej. Niestety pozostali aktorzy wyglądają tragicznie. Roy to jakiś blondynowaty, szczerzący zęby (oryginalny Roy nigdy tak nie robi!) lowelas. Jen to typowa amerykańska blondi-girl. Fuj. W niemieckiej wersji wszyscy aktorzy są niemieccy i też tak wyglądają. Sztywno. Bynajmniej na zdjęciach. Co oryginał to oryginał. Zatem jeśli ktoś chce obejrzeć „The IT crowd” to tylko w oryginale!! Co bardzo, bardzo polecam. Choć nikt nie musi, oczywiście :-))
Ja czekam z niecierpliwością na kolejne serie “Techników – magików”!
