Weekend kulinarny w Gdyni
Gdynia zgotowała dla mieszkańców 3-miasta pieszy rajdzik po tamtejszych knajpach. Tych, które przystąpiły do projektu “I Weekend Kulinarny”. Pomysł nie głupi. Nie będę wdawał
się w szczegóły i zasady – można o nich przeczytać na specjalnie stworzonej do tego stronie (link u dołu wpisu). Wspomnę jedynie, że w pewnych godzinach można było nabyć w cenie 5 złotych demo wersję jakiegoś specjału danej knajpy. W przemiłej i dowcipnej atmosferze wraz z koleżanka i kolegą (którzy namówili mnie na ten rajd) ruszyliśmy na obchód. Knajp na liście jest bez liku, nam udało zaliczyć się tylko 5. Choć to było wczoraj (sobota). Ja dziś w wędrówce uczestniczył nie będę, ale moi znajomi tak. Mieszkają w Gdyni :-)
Co prawda fachowcem kulinarnym nie jestem, ale jako, że całe przedsięwzięcie było skierowane do ogółu społeczeństwa to mimo wszystko pozwolę sobie na małą ocenę miejsc, które odwiedziliśmy – kolejność ustalona przez nasze nogi :-)
1. SANTORINI, http://www.santorinigdynia.pl/
Na początek zaszliśmy do “Santorini” – kuchnia grecka. W krótkich słowach przedstawia się to tak: wystrój – w porządku, przyjemny nawet, taki “grecki” jak mi się zdaje. Jedzenie – było nawet niezłe, zupa szczególnie. Choć już tak na początek “wyprawy” poczułem się z lekka oszukany. Może nie specjalnie, ale jednak. Kiedy zapytaliśmy kelnerki co serwują w tej specjalnej cenie powiedziała, że zupę I gyros z ziemniaczkami. Podkreślam łącznik “I”. Dla mnie “I” to coś razem. Przy płaceniu okazało się, że “I” oznaczało “LUB”. My zamówiliśmy to jako “I” i musieliśmy zapłacić nie 5 zł tylko 10 zł. OK, niby nic wielkiego (plus napitek kolejne 5 zł), ale jednak informacja powinna zostać podana klarownie, by nie było takich zaskoczeń. Mimo to bardzo możliwe, że kiedyś tam się jeszcze wybiorę.
2. DA VINCI , http://www.da-vinci.pl/
Następny była elegancka restauracje “Da Vinci” – kuchnia włoska. Wystrój klasyczny (jeśli tak można to określić), z kolumnami i białymi obrusami. Mimo to nie było sztywno. Do przetestowania zamówiłem kurczaka zawijanego w szynce parmeńskiej i w jakimś jasnym sosie (pisałem już, że na kulinariach się nie znam? ;-)). Otrzymałem tylko 2 takie paluszki, ale były smaczne, bardzo smaczne. Na koniec właścicielka jeszcze dała nam zaproszenia na jakieś niedzielne wyjadanie w stylu szwedzkiego stołu. Generalnie ocena pozytywna, może kiedyś się tam zawitam (biorąc pod uwagę smak tego co przekąsiłem) – ceny niestety nie takie małe.
3. A-DONG, http://www.kulinarnagdynia.pl/restauracje/show/21.html
Nr 3 to miejsce, które należy omijać bardzo szerokim łukiem. Szczęśliwie jest tak położone, że niewiele osób tam zbłądzi. Miejscem tym jest “A-Dong” – kuchnia chińska i wietnamska. Cóż… wnętrze przypomina bar 5 kategorii (zresztą z zewnątrz już nie zachęca do wejścia). Jedzenie podawane jest raczej mało po chińsku – z widelcami. Co do samego jedzenia to jak sobie przypomnę widok tego co zamówiłem robi mi się dosłownie niedobrze i zbiera mi się na wymioty. Zamówiłem kurczaka chrupiącego (w panierce). Nie wiem co to było za mięso, ale na kurczaka nie wyglądało. Po włożeniu małego kawałka tego niby kurczaka do ust zaczął on dosłownie tam mi rosnąć, trudno było zmusić się do jego pogryzienia. Ostatecznie połknąłem go tak jak piję się klasycznie wódkę – na raz. Z całego dania dało się zjeść tylko ryż. Nigdy więcej, nigdy, nigdy więcej. Okropne przeżycie, ble…
4. LA MAREE, http://www.restauracjalamaree.pl/
Pozycja nr. 4 też mnie jakoś nie zachwyciła i raczej wątpię bym pojawił się tam jeszcze raz. Generalnie serwują różne rzeczy w tym owoce morza. Podano jakąś rybę o białym mięsie na placku ziemniaczanym. Podano niewiele – szczypta ryby + pół małego placka. Smakowało nienajgorzej, ale było zimne, dostarczone szybko (czyli już wcześniej przygotowane), klimat miejsca taki sobie. Nic więcej nie mam do dodania. Wychodzimy…
5. TRAFIK, http://www.kulinarnagdynia.pl/restauracje/show/10.html
Po 4 knajpach nadal byłem bardzo głodny. W chińskiej w końcu zjadłem tylko ryż, a wersjami demo trudno się najeść. Postanowiłem już więcej nie próbować tych dziwnych specjalnych ofert tylko zjeść porządny, regularny obiad. Tym bardziej, że wydałem już tyle co na normalny obiad (30 zł, razem z napitkiem w {1}). Kolega wpadł na pomysł by pójść do czegoś o nazwie “Trafik” – bo tam można i zjeść i wypić kawę (na co on wraz koleżanką mieli ochotę). I poszliśmy. Dopiero jak tam dotarliśmy okazało się, że i ona bierze udział w “Kulinarnym weekendzie”. Byliśmy tam jednak trochę przed właściwą godziną. I dobrze…. Zamówiłem porządny, pełno-wielkościowy obiad i w końcu się porządnie najadłem. Kawałek kury, frytasze i surówka. Kura smacznie przygotowana, frytki porządne, duże – nie takie chudziaki jak to najczęściej serwują w różnych miejscach. Surówkę zjadłem – co jest nie lada zdarzeniem, bo zazwyczaj w restauracjach takich “specjałów” nie jadam. Reszta towarzystwa również uradowana była kawą czy herbatą, tudzież nawet ciastkiem. Wystrój zgodny z ostatnimi trendami – nowoczesna, lekko industrialna prostota połączona z ceglastą ścianą – fanem trendów nie jestem, ale i tak mi się podobało. Bardzo miło, przyjemnie i dużo przestrzeni, duże okna. I jeszcze fajna obsługa. Oczywiście moi współ-rajdowcy ostatecznie również zamówili zestaw promocyjny (makaron z jakimś sosem i płatkami róż).
“Trafik” to zdecydowanie najlepsza knajpa, którą odwiedziliśmy i do której z pewnością jeszcze zawitam w przyszłości :-))
Na koniec wspomniany link do strony ze szczegółami imprezy –> http://www.kulinarnagdynia.pl/. Do odwiedzenia o wiele większa liczba knajp, niektóre podobno są naprawdę ciekawe. Te odwiedzę może podczas kolejnego kulinarnego weekendu lub tak po prostu :-)
Pozdrawiam przy okazji moich kompanów z wędrówki – było bardzo wesoło :-))
“Making of… You Tube” na przykładzie koncertu Riverside
Zacznę od tego co tak naprawdę najważniejsze. Czyli samego występu. Rozpisywać nie ma się co, bo koncertu opowiedzieć nie można. Chyba, że ktoś jest wybitnym pisarzem. Ja nie jestem, więc powiem jedno – zajebisty. Kto lubi Riverside, a nie był na koncercie powinien koniecznie się wybrać. Ja czekałem na ten pół roku (mój pierwszy raz ;-)), kiedy to na stronie zespołu pojawiła się informacja o terminach trasy promującej nowy krążek. Pół roku czekania i zero rozczarowania. Wyszedłem zachwycony. Jeśli ktoś jest z Trójmiasta i nie zdążył dziś do Parlamentu to jutro zdąży na występ w gdyńskim Uchu. Ja już czekam na kolejną trasę :-)
Zdjęć brak. Wybór był prosty – albo one, albo muzyka. Oczywiście wybrałem to drugie :-) Na stronie (link poniżej) z pewnością znaleźć można wiele fotek z koncertów.
Temat… Siedzi sobie na balkonie pan. Za filarem. Pan w wieku 60 lat na oko. Pełne umundurowanie przez bite 2 godziny: sztruksowa czapka z daszkiem, kurtka jesienna, nie taka cienka, kto wie czy nie szalik. Na szyi przygotowany sprzęt. Koncert się zaczyna, bierze ów pan kompaktowego soniacza do ręki i trzyma bidula przez cały występ. Tak w 3/5 koncertu bateryjka padła. Spokojnie wymienia na nową i dalej trzyma sprzęcior lekko kołysząc nim ze zmęczenia na boki. Czasem jakiś młody tylko do niego podchodzi (synek?) i coś tam gdera. Wrócą do domu, synek zgra z aparatu i wrzuci do Sieci. Będzie git malina… Teraz już wiem jak to się robi. Trzeba mieć tatę lub wynajmować starszych panów.
Na koniec jeszcze coś ważnego – strona zespołu –> http://www.riverside.art.pl/ – warto poszukać terminu koncertu w Twoim mieście!
Jeśli nie znasz Riverside polecam ich ich przestrzeń na MySpace –> http://www.myspace.com/riversidepl. Słuchać głośniej :-)
PS: Jedynie czym byłem zdziwiony to brakiem “Conceiving You”, choć jakoś szczególnie mi go nie brakowało. Za to lekko zmienione aranżacje niektórych (dobrze już znanych) kompozycji rewelacyjne.
Howgh!
Mass Effect Pinnacle Station
Jestem fanem Mass Effect i czekam już z niecierpliwością na dwójkę. Z materiałów, które można zobaczyć na stronie producenta wydaje się, że ta wersja gry będzie rewelacyjna. Wyjdzie już lada moment. Grę już można zamówić w sklepie EA (http://eastore.ea.com/). Tym czasem dla wszystkich zniecierpliwionych (czyli prawie dla mnie) wystawiono drugi dodatek do jedynki o nazwie Pinnacle Station. Właśnie ściągam i jestem bardzo ciekaw co tam Bioware przygotowało. Podobno nienajgorsze “manewry” na 13 scenariuszy bojowych na tytułowej stacji Pinnacle.
Więcej szczegółów na stronie Mass Effeckt’a –> http://masseffect.bioware.com/ lub w sklepie EA –> http://eastore.ea.com/store/eaemea/pl_PL/DisplayProductDetailsPage/ThemeID.850300&productID=152041300.
Niestety to cudo, w odróżnieniu od poprzedniego dodatku, jest płatne 19 złotych – za 2 do 3 godzin dodatkowej zabawy. Trudno… niedługo będzie na pokładzie :-))

Główna strona WWW gry Mass Effect 2. Po lewej u dołu
widać info o Pinnacle Station (wydanym łącznie z łatką 1.02).
[ aktualizacja ] – no i oczywiście nic nigdy od razu nie działa prawidłowo. Niestety po zainstalowaniu dodatku prosi on o rejestrację przez net. W porządku, tylko nie chce to u mnie niestety działać. Doszło do tego, że po prostu zgłosiłem sprawę do helpdesku EA. Zobaczymy cóż mi poradzą.
Billboard: Nowy, większy rozmiar…
Gorsza forma mnie dopadła, stąd ostatnio cisza na blogu. Mam nadzieję, że to cisza przed burzą.
Tym czasem zauważyłem kolejny ciekawy billboard. Jest zgoła (!) zupełnie inny niż poprzedni (ten o urnach) – nie jest tak zabawny i intrygujący umysłowo jak tamtem, jednak z pewnością bardziej soczysty. W Gda widziałem go tylko w jednym miejscu i nawet tam jest on dyskretnie ukryty za drzewkiem. A przecież bazuje tylko na grze słów ;-)

Producent napoju bardzo ciekawe opisał filozofię tego billboardu. Brzmi ona tak: “Bilboard ma na celu nie tylko pokazanie nowej pojemności puszki ale zwraca uwagę na problem coraz większych opakowań do napoi energetycznych. Pomijając fakt że plastikowe opakowanie zmusza producenta do stosowania konserwantów (produkowane przez nas produkty ich nie zawierają) to wypicie jednorazowo lub w krótkim czasie jednego litra takiego napoju może nie być bezpieczne dla zdrowia. Kontrowersyjna w swoim założeniu kampania ma zwrócić uwagę konsumentów na ten problem” (tekst pochodzi ze strony www.ozonedrink.com).
zostaw komentarz