Pierwsza opowieść zimowa
“Opowieść zimowa” – tytuł piosenki nagranej przez zespół Armia bardzo, bardzo dawno temu. To chyba był początek lat 90-tych, płyta “Legenda”. Całkiem niezła, ale niestety już delikatnie spaczona zmianą jaka dokonywała (lub nawet dokonała) się w Budzyńskim. Jednak nie o tym ma być mowa. Bo też nie ta opowieść zimowa mnie interesuje. Mnie interesuje bardziej banalny temat – czyli to, że nadejszła zima. Odkrywcze nieprawdaż? Jednak jest okazja by wydobyć z archiwum trochę starych, nie publikowanych tu jeszcze zdjęć ze śniegiem w kadrze. Dziś 3 z nich. Każde z innej bajki toteż jakiś mały tekst między nimi (niekoniecznie z nimi związany) umieszczony będzie.
Poniższe zdjęcie z lutego jest, ale równie dobrze mogłoby być zrobione dziś. Ot, blogowy klik spustem migawki przez firmowe okno na sąsiedni budynek. Dziś tych ptaków tam unosi się więcej. Kiedy ich wielka chmara podnosi się w jednym momencie wygląda to naprawdę niesamowicie i prawie przerażająco. Muszę to zamknąć w obiektywie.

Generalnie bardzo się na ten cały śnieg cieszę. W końcu wiem, że wydanie 1,2k złotych na nowe opony śniegowe to nie był wydatek na marne. Gdyby nie spadł byłaby kicha, bo za wydaną na nie kasę mogłem kupić wiele fajnych gadżetów (nie myśląc o dobrym browarze lub albumach ze zdjęciami nagich pań ;-))). I oby za szybko też nie zniknął. Śnieg jest wszakże bardzo fotogeniczny.
Poniżej zdjęcie ze stycznia tego roku, Otomin. Często odwiedzane miejsce przez tabuny foto-amatorów, rowerzystów, spacerowiczów i innych konnych jeźdźców. Najbliższe jezioro tej części Trójmiasta.

Mimo wszystko w taki dzień jak dziś, kiedy niestety w ciągu jasnego dnia trzeba siedzieć w klimatyzowanym pomieszczeniu, a wieczory niezbyt przyjazne na wyjście z domu – przygód za wiele nie ma. Zatem by ubarwić sobie jakoś ten czas można poczytać o tym jak i gdzie wojażują inni. Przykładowo właśnie dziś trafiłem na przyjemny projekcik Świata Obrazu pt. “Polska przez pryzmat Nikona” -> http://www.swiatobrazu.pl/kategoria,polska_przez_pryzmat_nikona. Panowie foto-redaktorzy ruszyli na krótki wypad w Polskę potestować nowy sprzęt Nikona. W owych artykułach jest coś dla fanów fotografii przyrodniczo-pejzażowo-turystycznej, coś dla fanów dobrego (i niestety bardzo drogiego) sprzętu, jak i dla tych, którzy szukają inspiracji gdzie-co-jak… myślę, że warto śledzić.
A niżej takie tam foto śnieżnego drzewa zrobione również w styczniu tego roku, w Krakowie. Szalały tam wtedy te 20 stopniowe mrozy. Podobno niedługo znów takie mają być. Się okaże…

Drzewa to oczywiście temat, który bardzo mnie interesuje. Dziś znalazłem bardzo ciekawą sztukę we Wrzeszczu.
I zamierzam je (“te” drzewo) oczywiście niedługo sfotografować. Jeśli pogoda dopisze to może jeszcze w ten weekend – potrzebuję dziennego światła oraz śniegu. Obu nie powinno zabraknąć.
A teraz…. spać :-)
Baza rowerów
Niezłomna wyszukiwaczka sieciowych ciekawostek – Koleżanka K. (do której macham kończyną w podziękowaniu
i pozdrowieniu) wynalazła taki oto fajny i pomysłowo zrobiony produkt foto-filmowy. Obejrzyjmy…
I jak? Spodobał się? Całkiem “si” jak dla mnie. W każdym razie – na końcu dowiadujemy się, że twór ów nie jest tylko sztuką dla sztuki… Promuje wielce ciekawą inicjatywę mającą pomóc w ochronie rowerów przed złodziejami
i ewentualnie w ich odzyskaniu (jeśli ten już stracony się gdzieś napatoczy). Czy ma ona szanse na sukces? Trudno powiedzieć. Jednak z pewnością warto się zastanowić czy nie dodać swojego bicykla do bazy… tak w razie draki.
“O fotografii” w Exlibris
Miałem dziś szczęście i przyjemność być na spotkaniu promocyjnym dot. wznowienia arcyciekawej książki dotyczącej fotografowania pt. “O fotografii”. Książka inna niż wszystkie z jakimi dotychczas miałem do czynienia i jakie najczęściej spotykane są na rynku. Przede wszystkim nie jest napisana przez fotografa, a przez podobno (tak jak mówią, ja się nie znam) jednej z najważniejszych intelektualistek ubiegłego wieku – Susan Sontag. Autorka porusza w niej tematy związane ze znaczeniem i rolą fotografii w obecnych czasach. Zresztą co ja się będę wymądrzał, książkę dopiero co kupiłem i jedynie obejrzałem zadrukowane strony (zero zdjęć) – zatem najlepiej poczytać o tym na stronie wydawnictwa –> http://www.karakter.pl/tytuly/susan-sontag-o-fotografii. Spotkanie promocyjne miało charakter polemiki nt. książki prowadzonej przez zaproszonych gości – fotografów i poetę. Goście niekoniecznie zgadzali się z wszystkimi tezami przedstawionymi w książce. Co zresztą nie jest dziwne, wszakże nikt nie ma licencji na jedyne słuszną prawdę. Nawet ktoś taki jak Pani Sontag.
Poniżej 2 fotki zrobione podczas spotkania. Niestety jakość taka sobie – mój sprzęt kiepsko sobie radzi w tak trudnych warunkach oświetleniowych.


Na koniec dodatkowa fotka w kolorze – akurat w klimacie długich jesienno-zimowych wieczorów… z parapetem pełnym książek z moich ulubionych gatunków literackich –> S-F & Fantasy. Zdjęcie zrobione w Exlibris Cafe, gdzie spotkanie miało miejsce (http://www.exlibriscafe.pl/).

Fotoplastikon w Trójce
Zupełnie przypadkiem (jak to się często zdarza) odkryłem niezmiernie ciekawe wydarzenie fotograficzne. I co dla fotografii niezwykłe… jest ono produktem radiowym… nadawanym w Trójce… i zwie się… “Fotoplastikon”.
W nim to poeta i prozaik Jacek Dehnel czyta własne, krótkie opowieści o starych fotografiach. Fotografie będące ich tematem można obejrzeć na stronie internetowej Trójki. Niezwykle intrygujące doświadczenie – posłuchać opowieści, zobrazować ją sobie… a potem… obejrzeć oryginał i sprawdzić jak ma się ono do własnego wyobrażenia.
Audycja dostępna jest codziennie między poniedziałkiem a czwartkiem o 20:50. Zdjęcia można obejrzeć pod adresem -> http://polskieradio.pl/trojka/powiesc/. Mam nadzieję, że “powieść” ta potrwa dłużej niż tylko do najbliższego czwartku. Jeśli nie to tym bardziej warto zasiąść o wiadomej już porze przed radiem!
Przy okazji, żeby nie było tak zupełnie łyso, wrzucam zdjęcie jeziora Otomin… zrobione wczesną wiosną, które mogłoby być równie dobrze zrobione obecnie. Już je na eBlogu raz umieściłem, ale w innej, kolorowej wersji.
Ta mocna sepia przemawia jednak do mnie o wiele bardziej. Stąd “włala” :-)

Kroke z pszeniczniakiem
Nie pamiętam już jaki to był dokładnie rok, ale było to już trochę lat temu. Pamiętam, że siedziałem wtedy w pokoju i grzebałem w komputerze. Jak to często bywało w tamtych latach. Mój niebieski, 14-calowy odbiornik telewizyjny marki Philips, który dzielnie służy mi do dziś, był włączony. Wybrany był któryś z krajowych kanałów. Jego monotonny i nieciekawy przekaz został ni stąd ni zowąd zakłócony. Intrygująco zakłócony. Moja uwaga, dotąd mocno skupiona na komputerze, spłoszyła się, zaczęła wirować i szukać źródła owego zakłócenia. Źródłem tym były przejmujące i mroczne (przynajmniej dla mnie) dźwięki sączące się z niebieskiego głośnika… Na ekranie widać było kilku panów w białych koszulach, ciemnych kamizelkach, akordeon, skrzypce, wiolonczelę i/czy inny kontrabas. Przykuło mnie. Z wypiekami na uszach i twarzy słuchałem i czekałem na końcowe napisy. Nie dlatego by już nie słuchać. Nie. Dlatego, by dowiedzieć się kto był tej Muzyki sprawcą. I sprawca został zidentyfikowany, namierzony i zakupiony. W postaci oryginalnej kasety magnetofonowej, nadal przechowywanej przeze mnie w piwnicznych pudłach. I dziś, dziś nastał dzień piękny, aż tak! Nogi niesione przeczuciem i nadzieją zaniosły mnie w progi empikowskiej “świątyni”. Dopadłem do regału z muzyką krajową i rzuciłem się na literkę “K”. Co prawda wcześniej Katarzyna Groniec mocno kusiła czerwonymi oczami z okładki jej nowej płyty (regał “Nowości” czy jakoś), ale… uciekłem… ;-) Zatem… przewalam te płyty, od lewa do prawa, od dołu do góry…. ciągle nic…. pełno Kazika, Krawczyka czy innych coraz gorszych wykonawców… nadzieja zaczęła gasnąć…. już zwątpiłem… i… nagle… patrzę… JEST!!!! Ale to nie ta płyta. Pacnąłem ją… iiiiiii…. za nią było TO! CD z zestawem jednych z najlepszych utworów jakie w życiu słyszałem. Prędziutko zgarnąłem ją do plecaka (wszakże jedyny dostępny egzemplarz) i opłacając słone myto myknąłem. By móc się nią delektować wieczorem w domu jeszcze lepiej po drodze zgarnąłem pszeniczniaka z ciechanowskiego browaru. Ummmm…. to jest zestaw nie lada…. zatem…. posłuchajmy…. cudownej, pięknej, niezwykłej płyty…..
Kroke “The Sounds of the Vanishing World”

Adres oficjalnej strony grupy to http://www.kroke.krakow.pl/. Niestety akurat próbek utworów tego albumu tam nie ma :-( Na YouTube można coś znaleźć, ale to nie to samo – dlatego za bardzo nie polecam. Jednak jak ktoś bardzo chce to proszę, choć warto sprawdzić tytuły utwórów na stronie zespołu, by posłuchać akurat tych z wyżej wymienionej płyty.
Ja tym czasem rozpływam się dalej :-)
Anakumos respronnen…
PS: Dziękuję koledze Kapelushowi za zwrócenie uwagi na błąd ortograficzny, który mi się tu przydarzył! Harakiri sobie daruję, ale hańba to niemała….

zostaw komentarz