eBlog Widmowego

Sobota na siodełku

Opublikowany w Fotografia, Sport, Turystycznie przez Widmowy w dniu 30 sierpień 2009

Bardzo krótka relacja z bardzo fajnego wyjazdu rowerowego na Kaszuby. Całkiem nieźle zorganizowaną grupą ludzi przejechaliśmy dwuetapową trasę liczącą trochę ponad 55 km dookoła Jezior Ostrzyckiego i Patulskiego do Brodnicy Dolnej (koniec pierwszego etapu), a następnie dalej na północ za Jezioro Kłodno, pod Kartuzy i z powrotem do “noclegowni” (drugi etap dla osób bardziej niewyżytych). Start w miejscowości Kolano i na początek od razu mocny akcent – wjazd na Wieżycę (najwyższy szczyt w okolicy – coś powyżej 320 m n.p.m.). Generalnie okolice Wieżycy odcisnęły swoje piętno na całej grupie. Najpierw kolega przenosząc rower nad korytem wyschniętego strumyku stracił kółko zębate od tylnej przerzutki. Zajarzył to po podejściu pod strome urwisko i zaczęło się szukanie części. Zajęło to trochę czasu i już na początku mieliśmy spore opóźnienie czasowe. Podczas zjazdu z Wieżycy koleżanka nie zachowała bezpiecznej odległości od poprzedzającego ją kolegi i oczywiście przysoliła w niego mocno na ostrym zakręcie w prawo. Krzyk, ryk i kolejne dziesiątki minut lecą. Trzeba było skombinować samochód, żeby ją zawieźć na pogotowie. Ostatecznie okazało się, że noga skręcona i usztywniona na 3 tygodnie.

Jak widać pierwsze godziny wędrówki spędziliśmy więcej na siedzeniu niż jeżdżeniu. Jak już ruszyliśmy dalej to po jakimś czasie okazało się, że w wyżej opisanym zderzeniu ucierpiał rower kolejnego kolegi… choć zjarzył się dopiero po jakimś czasie, kiedy miał problemy z tylnym hamulcem. Okazało się, że ma z koła ósemkę. Nasz nieplanowany wóz serwisowy znów był potrzebny ;-)) Po wymianie roweru ruszyliśmy dalej. Przed Brodnicą napotkane stado gęsi nastraszyło jednego z kolegów do tego stopnia, że sam siebie wysadził z siodełka używając przedniego hamulca. Jedno kolano zdarte. Aż dziwne, że tylko tyle. Część osób stwierdziła wtedy, że drugi etap sobie odpuści. Reszta postanowiła jechać dalej, choć dopiero po obiedzie.

Drugi etap okazał się znacznie trudniejszy. Więcej stromych i długich podjazdów, trudna nawierzchnia (kamienie i piach). Na szczęście było też kilka super ekscytujących i szybkich zjazdów. Z wydarzeń niefajnych zdarzyła się tylko jedna przewrotka w lesie i jedna zepsuta przerzutka przednia. Pod tym względem było nudniej ;-) Dodatkowo jeszcze złapał nas deszcz, przez co trasa została niestety skrócona o kilka kilometrów. Po powrocie okazało się, że nawet sam samochód serwisowy nie miał szczęścia i trzeba było go holować 17 km. Padł akumulator. Nie była to nudna wycieczka, oJ nie! :-))

Już po wszystkim został ból pośladków i pleców – nieprzyzwyczajonych do tak wyboistych i długich (zarazem) tras.

Poniżej rozrysowane poziomy wzniesień dla obu etapów wyprawy oraz kilka zdjęć.

clip_image002Poziom wzniesień pierwszego etapu wycieczki z najwyższym wjazdem na Wieżycę.

clip_image002[6]Druga część wyprawy miała kilka bardziej wymagających podjazdów, ale też później fajowych zjazdów.

DSC_6565_720

 Kolega naprawiający swoją przerzutkę po odnalezieniu wszystkich części
(sam osobiście znalazłem kółko zębate :-)).

DSC_6575_720

 Z wieży widokowej na Wieżycy rozpościera się szeroki widok na kaszubskie ziemie.

DSC_6586_720

Nasza grupka odpoczywająca na szczycie Wieżycy.

DSC_6646_720

 Po drodze zdarzały się różne przeszkody, które każdy pokonywał na swój sposób.

DSC_6655_720

Jedno ze zdjęć zbiorowych.

DSC_6659_720

 Po drodze było kilka stromych i nieprzejezdnych wzniesień.

DSC_6666_720

Oto i stado gęsi, które spowodowało kolejne zdarzenie drogowe…

DSC_6668_720

 … z tym tu oto kolegą. Tutaj już próbujący wstać po upadku.

DSC_6677_720

Czasem trzeba było popchać rower nawet kiedy wzniesienie było przejezdne.

DSC_6682_720 Kolejny przełaj… tym razem w dół w poszukiwaniu ścieżki.

Niedługo kilka kolejnych zdjęć z wyjazdu, ale nie związanych z trasą rowerową.

Leśne ścieżki

Opublikowany w Fotografia, Sport przez Widmowy w dniu 22 kwiecień 2009

Zamiast 4 kół i hałasu – 4 nogi i siła natury.

dsc_0892_2_600

Każda chwila jest ważna.

dsc_0872_2_600

Czerwony kajakarz

Opublikowany w Fotografia, Sport przez Widmowy w dniu 15 kwiecień 2009

Życie miasta. Zdjęcie zimowe :-) Zrobione pierwszego marca.

DSC_8557_600

Borubar do rabatek

Opublikowany w Sport przez Widmowy w dniu 15 październik 2008

Dziś nie ma zdjęć, nie ma dużo tekstu. Tak jak się spodziewałem Borubar w końcu dał ciała. Swoje dobre chwile ma, ale jest bardzo niepewny. I często zdażają mu się takie kiksy jak dziś. Rozumiem, że murawa mokra, trudna, a piłka śliska. Jednak podobno jest bramkarzem światowej klasy. Jak na takiego “światowca” to zbyt często zdarzają mu się wpadki. Zresztą przypuszczałem, że brama dla Słowaków będzie wcześniej – 90% procent mocnych wykopów Borubara było zagrożeniem dla jego własnej bramki. To jeden z jego największych problemów.

Cóż, 2:1 w plecy, ale piłka ciągle w grze. Szkoda tylko takiej wpadziochy, bo chłopacy mimo wszystko trochę się natrudzili. Bramka na 0:1 dla nas wpadła po naprawdę ładnej akcji.

Otagowano z:,

La Żużel

Opublikowany w Sport przez Widmowy w dniu 14 październik 2008

Oto sport dla prawdziwych twardzieli. I twardzielek rzecz jasna. Choć te ostatnie tylko na trybunach raczej. Nie wiem czy są przeprowadzane gdzieś w świecie kobiece wyścigi na żużlu, przypuszczam jednak, iż znalazłoby się sporo pań chcących spróbować swych sił w tym emocjonującym sporcie. Tak właśnie, ostatnio wybrałem się na rozgrywki żużlowe. Widząc czasem ten sport na ekranie telewizora nie czułem zbytniego “podniecenia” czy fascynacji ścigającymi się w kółko motorami. I aż tak nadto moje nastawienie się nie zmieniło jednak przyznam, że warto wybrać się na coś takiego, by zobaczyć i usłyszeć (przede wszystkim!) to na żywo. Najfajniejszym momentem dla mnie był kwadrans przed rozpoczęciem samego meczu – dźwięk mocno warczących silników dobiegający z garaży robi niesamowite wrażenie. Czuje się w tym moc i niecierpliwość mechanicznych koni. Czeka się na moment aż wybiegną i zaczną walczyć w wyścigu. Sam wyścig także bardzo emocjonujący i ciekawy choć pozostawia (bynajmniej we mnie) uczucie niedosytu. Jedno kółeczko, drugie kółeczko, trzecie, czwarte – widz nastawia się coraz bardziej na ciekawą gonitwę, na wyprzedzanie na łukach, na przyspieszenia na prostych… a tu tymczasem kraciasta flaga przerywa całą frajdę. Zatem żużel przypomina trochę niespodziewany problem z potencją podczas szybkiego i mocnego numerka ;-) Aczkolwiek może trzeba tego sportu kosztować częściej by poznać jego właściwy smak! Tak czy siak takich numerków w ciągu meczu jest trochę, więc napatrzeć się można sporo, a atmosfera na stadionie również przednia. Kibice żywiołowo reagują na to co dzieje się na żużlowym torze i również (co mnie zaskoczyło) na chuligańskie wybryki pseudokibiców, potępiając je słownie oczywiście. Super!

Ja z pewnością wybiorę się na taki mecz raz jeszcze, tym chętniej jeśli LOTOS Gdańsk zakwalifikuje się do Ekstraligi (za tydzień będzie już wiadomo). W niedzielę wygrał pierwszą potyczkę (z zaplanowanych dwóch) z Marmą Rzeszów, więc jest bliżej niż dalej. Oby :-)

Mała galeria fotografii z zawodów

Jak napisałem powyżej żużel to sport dla twardzieli. Nierzadko zdarzają się groźne wypadki, jak ten poniżej. Na szczęście gdański zawodnik po kilku minutach był w stanie wstać i samodzielnie opuścić tor.

To byłoby bardzo fajne ujęcie gdyby nie cholerna flaga, która wdarła się w kadr.

Wygrany wyścig to powód do radości.

Grupa najbardziej “wytrawnych” kibiców LOTOS-u Gdańsk.